JO SE WYCHODZĘ NA POLE! format publicystyczny #9



Jo se wychodzę na pole, a Ty? Jestem se z Małopolski i se mogę. Powiem se więcej, zjem se ino borówkę i nagotuje za wcasu grysiku na obiod, aby MÓC ZAPROSIĆ CIĘ NA NAJNOWSZY POST O REGIONALIZMACH! GOTOWY?      

Urodziłem się w Nowym Sączu, mój dziadek ze strony mamy był rodowitym Sądeczaninem, podobnie jak dziadkowie ze strony taty. Tylko moja babcia ze strony mamy pochodziła spoza Sącza, dokładnie z Dobrociesza - i tak Wam to nic nie powie, więc dodam - wsi z okolic Krakowa. W Nowym Sączu mieszkałem przez 18 lat, czyli od moich urodzin do momentu wyjazdu na studia. Miałem kawał czasu na przesiąknięcie tamtejszymi (bo już nie mieszkam w Sączu ho ho i ile!) regionalizmami. I tak też się stało!


Po przyjeździe do Szczecina, za każdym razem jak używałem "wychodzić na pole", spotykał mnie ostracyzm. Znajomi rozdziawiali buzię ze zdziwienia, kręcili głową i czuli się w obowiązku, aby jak najprędzej wyprowadzić mnie z błędu. NIE NA POLE, A NA DWÓR! Oczywiście wiedziałem, że takiej formy używa cała Polska, z wyjątkiem mojej Małopolski (i chyba jeszcze Podkarpacia). Niemniej jednak ani myślałem, żeby wychodzić na dwór! Buńczucznie postanowiłem sobie, że już zawsze będę wychodził na pole! W końcu, jak ktoś mieszka na dworze - naturalnym jest, że wychodzi na pole. I analogicznie odwrotnie. Tym argumentem zwykle kończyłem dyskusję nad wyższością "mojego pola". 1:0, dla mnie.
I naprawdę słowo "pole" ma dużo znaczeń, ale niektórym kojarzy się wyłącznie z polem uprawnym. Przecież mamy pole golfowe, pole jako miejsce do wypełniania w formularzu, pole jako dziedzina do działania, pole w matematyce itd. Eno, pole to nie tylko przestrzeń do sadzenia zimnioków i buroków...    


Szczecinian drażniło również moje "ino", używane zamiast "tylko". A także wersja rozbudowana ino, czyli "ino-ino" znaczące tyle, co "niewiele". Na tej podstawie przypisywano mi góralskie pochodzenie, co nie miało żadnego związku z prawdą. Podobnie jak Górale odcinają się od Lachów Sądeckich, tak i odwrotnie. Górale zamieszkują Nowy Targ i Zakopane, a nie Sądecczyznę. Ja nie mam nic wspólnego z oscypkami! A kiś ta pieron! Fakt faktem, "ino" już nie używam. No może w domu rodzinnym, w którym dzień bez "ino", dniem straconym!    

A co w Soncu można zjeść, czego gdzie indziej nie można? Oczywiście, że Sądeckie Obwarzanki. No bo w Krakowie... zjesz se co najwyżej Krakowskie Obwarzanki. Tak czy inaczej, obwarzankami stoi Małopolska i to już od ponad 600 lat. Mogą być z makiem, sezamem, solą albo serem. Na ogół sprzedawane przez miłą staruszkę z wózkiem. Z wózkiem na obwarzanki, rzecz jasna.

Racuchy są kolejnym popisowym daniem z Małopolski, czyli placki z jabłkiem, pieczone na patelni. Racuchy nigdy nie podbiły mojego serca. Może dlatego, że tak często babcia podawała je na obiad. A weźże z nimi! Co  innego już pierogi z borówkami. Pamiętam, jak z mamą chodziliśmy do lasu, aby nazbierać borówek na pierogi. Zwykle kończyliśmy z wynikiem pół słoika w pół dnia. Tak całkiem słabo... zwłaszcza, że na Sądeckim Rynku słoik borówek można było kupić za jedyne 10 złotych. Słowo zamienne do słowa "borówka", czyli słowo "jagoda" brzmi dla mnie obco i dziwnie. I do końca nie wiem, o co chodzi? I bardziej jagody utożsamiam z jeżynami, czyli ogólnie rzecz mówiąc,  ze wszystkimi owocami lasu. Dla mnie borówka i jagoda absolutnie nie są  swoimi synonimami. I jak słyszę "jagoda", automatycznie przypominają mi się "Gumisie" i ich sok z "gumijagód".

Za dziecka bardzo często słyszałem o "Kobierzynie". Babcia mówiła, że znowu kogoś wywieźli do Kobierzyna. Albo dawała przestrogi: "Nie pojocuj, bo wywiozą Cię do Kobierzyna". I w kilkuletnim, a potem w kilkunastoletnim chłopaku wytworzyło się przekonanie, że Kobierzyn to pełnoprawny synonim psychiatryka. Tak jak używamy zamiennie słów: penthouse, rezydencja, willa, apartament, tak ja mówiłem losowo: psychiatryk, dom wariatów, Kobierzyn, wariatkowo. W Soncu każdy mnie rozumiał i nie było z tym najmniejszego problemu. Ale już w Szczecinie na Kobierzynie się nie znali i często w myślach miałem: "Co za głąby!". A Kobierzyn to nazwa osiedla w Krakowie, na terenie którego znajdował się szpital psychiatryczny (podobnie jak Tworki w Warszawie).

W Małopolsce, Święty Mikołaj przychodzi zawsze raz do roku, 6 grudnia. A w wigilię Świąt Bożego Narodzenia mamy Gwiazdkę. I dużym szokiem dla mnie było, że gdzie indziej Święty Mikołaj fatyguje się aż dwa razy w roku. I jeśli zostajemy w świątecznym temacie, co wieszacie na choinkę (drzewko)? Bombki czy bańki? No bo my... bańki. Tak na przekór reszcie kraju, pod wiater. Koniec końców, wychodzi na to samo. Bo od głowy rodziny (przeważnie jeszcze przed świętami) usłyszymy: "święta, święta i po świętach".

W odległej epoce, w której połączenia telefoniczne kosztowały majątek i każdy oszczędzał jak mógł, wysyłało się cynki. Eno, zadzwoń do mnie. Bo mi szkoda piniędzy na rozmowę z Tobą. Tak to działo się w Małopolsce, bo Warszawiacy puszczali już sygnał.

Niektóre nasze (małopolskie) regionalizmy zaś poszły w świat. Jestem ciekawy, czy kojarzysz, co oznaczają te słowa: łepetyna, badziewie, kaj, kolaska, ślałf, pieronem, łostrewka, cyganić,gumjoki?    

Nie mówię gwarą, bo nie wychowałem się w rodzinie, w której mówiono gwarą. Aczkolwiek, znam tych kilka regionalizmów (ino garstkę), z których jestem naprawdę dumny. Jestem skądś! I czuję się z tym super! Nie wstydźmy się (my, z Małopolski), że wychodzimy na pole w mjosto! I Wy (z innych części Polski), że wiszczycie zamiast piszczycie. Regionalizmy są w dechę!                            

 format publicystyczny #9 

JO SE WYCHODZĘ NA POLE! format publicystyczny #9 JO SE WYCHODZĘ NA POLE! format publicystyczny #9 Reviewed by Marek Bartłomiej Cabak on maja 13, 2019 Rating: 5
Obsługiwane przez usługę Blogger.