CZY "SIOSTRZYCZKA MUSI UMRZEĆ"? format opinii #11




Merette Schulmann jest wziętym psychologiem, matką dorosłej córki – Julii, a także eks-żoną byłego gliniarza Jana-Ole. Merette ceni swoje dotychczasowe życie i napawa się spokojem, nie przeczuwając, że los lubi być złośliwy i potrafi burzyć harmonię. Przykład? Proszę! Zsyła na jej drogę socjopatycznego młodzieńca, który powierza jej tajemnicę swoich morderstw. Tych dokonanych i tych planowanych… na jej najbliższych!     



fotografia: Milena Schloeser z portalu haz.de

Freda Wolff to pseudonim pary pisarzy: Ulrike Gerold i Wolframa Hänela. Urodzeni w 1956 roku, studiowali w Berlinie germanistykę i działali w kilku teatrach, a następnie zajęli się pisarstwem. Obecnie mieszkają i pracują głównie w Hanowerze, a od ponad 20 lat piszą w jednym mieszkaniu i przy jednym stole, nie tocząc przy tym bojów częściej, niż jest to niezbędne. 

(notka o autorach: Wydawnictwo Świat Książki)

Mam duży problem z tą powieścią (z tym dreszczowcem!, thrillerem!)… ale od początku. Książkę zakupiłem w Biedronce za niecałe 10 złotych (wydanie kieszonkowe), specjalnie z myślą o wyzwaniu - przez różne gatunki literackie - na Bywalcu (wyzwanie zakończone niepowodzeniem). Blurb krzyczy, że po przeczytaniu Siostrzyczki (…) każda matka zacznie bać się o swoją córkę, a każda córka o swoją matkę. Jak córka, to pewnie syn też - pomyślałem, zaryzykowałem, wydałem pieniądze i nastawiłem się na naprawdę mocny dreszczowiec, zresztą jak zapowiadał sam wydawca. Jeśli już sięgam po thriller to raczej w formie filmowej, a i to rzadko. Dlatego "Wyzwanie Czytelnicze Bywalca 2019" dało mi wspaniałą okazję, aby wyjść poza swoje ramy, a książka niemieckich autorów koncertowo zmiotła szansę, ponieważ dreszczowcem w żadnym stopniu nie była! Dreszczowy Marzec okazał się co najwyżej Deszczowym Marcem. Mocne rozczarowanie.

Zanim przejdę do fabuły i bohaterów, chciałbym napisać kilka słów o wydaniu. Świat Książki zachował dobre proporcje ceny do jakości. Wydanie kieszonkowe Siostrzyczki (...) czytało się porównywalnie do książki w tradycyjnym formacie. Mogę w zasadzie doczepić się do dwóch rzeczy. Pierwsza, okładka. A szczególnie rozdzielenie "Freda" od "Wolff". Wygląda to nienaturalnie i za każdym razem cierpi na tym moja dusza symetrysty. A druga, literówki i niedoróbki. Często brakowało jakieś litery w słowie albo zamiast "było" było "była" i odwrotnie. Niewielkie rzeczy, ale wytrącają z czytania.     

Główną bohaterką wydaje się być Merette Schulmann, psycholożka. Wokół niej toczy się akcja, a raczej przetacza i leci (ha! raczej przełazi) dalej. To postać totalnie bezwolna, bez wyrazu i gdyby autorzy nie zaserwowali cudownych zbiegów okoliczności nasza protagonistka nie pchnęłaby akcji nawet o krok do przodu. Wtedy byłoby jak w prawdziwym życiu, ale to książka i słaby protagonista równa się słabej fabule. Dlatego Freda Wolff wprowadziła drugiego protagonistę. I tym razem coś nie wyszło, bo postać córki Merette (Julii) wdała się w swoją matkę jota w jotę. I tym oto sposobem mamy dwóch absolutnie bezwolnych protagonistów, czego efektem na kartach Siostrzyczki (...) wieje niemiłosierną nudą, przełamywaną przez momenty irytacji na naiwność postaci ze świata niemieckich autorów, osadzonego w norweskim (portowym) mieście Bergen. 

Trzecią główną postacią jest postać antagonisty. To młody chłopak z trudną przeszłością, odsyłany od domu dziecka do domu dziecka. Skrzywdzony przez system, ludzi tworzących ten system. Pragnący zemsty, w szczególności na psychologach. No i pada na naszą biedną Merette, z którą rozpoczyna grę, wplątując w to jej córkę Julię. Aksel przez niemieckich autorów kreowany jest na zabójczy umysł, bardzo inteligentnego i przebiegłego mężczyznę. Szkoda tylko, że jego nieprzeciętny umysł sprowadza się wyłącznie do rozwiązywania testów IQ i soczystych opisów jego genialności. Rozbieżność pojawia się w momencie, gdy Aksel otrzymuje od Fredy Wolff możliwość działania. Wtopa za wtopą. Tak genialny umysł porywa zamiast Julii jej przyjaciółkę. Daje się zranić w nogę kobiecie, którą obezwładnił itd. Nie przewiduje, co może się wydarzyć. Jest również naiwny jak i protagonistki. Ten bohater nie zasługuje na uwagę, jest źle wykreowany, obdarzony przez autorów cechami się wykluczającymi. 

Główna intryga leży i chyba nawet kwiczy. Z takimi protagonistkami i takim antagonistą to nawet niezaskakujące. Nie ma napięcia, twistów, nagłych zwrotów akcji, czyli tego wszystkiego, czego wymagamy od dreszczowca. Wszak, jak ustaliłem na początku to nie-dreszczowiec. Skrót 70% akcji książki zawiera w sobie blurb.       

Skoro twistów nie dostarczyła sama lektura, moja opinia musi nadrobić zaległości. "Siostrzyczka musi umrzeć" była książką, którą czytało mi się naprawdę szybko i dobrze! I mimo tego wszystkiego, o czym nie mogłem nie wspomnieć (a tak się stało, że wydawca zapomniał albo coś przekręcił). A to z kilku powodów:
1. Czy to rzeczywiście się skończy tak jak się skończy? Czyli tak o! Tak jak od początku było wiadomo! No i się tak skończyło! Bez niespodzianek! W końcu kto lubi być zaskakiwany? 
2. Ze względu na relacje Merette z jej córką Julią. Ogólnie ta książka dobrze sprawdza się na polu obyczajowym. Freda Wolff genialnie opisała trudne stosunki nadopiekuńczej matki z nadwrażliwą na punkcie wolności córką. I Merette i Julia przesadzały, czego efektem zamiast ze sobą porozmawiać, często kłóciły się, co prowadziło do osłabienia ich więzi.  
3. Postrzeganie świata przez niemieckich autorów. Są to tzw. smaczki, które uwielbiam wyłapywać, co czyni mi lekturę bardziej satysfakcjonującą. Freda Wolff swoją główną bohaterkę uczyniła Niemką, która od niepamiętnych lat mieszka w Norwegii. Merette w poszukiwaniu Aksela (co jest główną osią fabuły, ale nas to w ogóle nie interesuje) wybiera się do małego, norweskiego miasteczka. Takiego, w którym każdy zna każdego. I tam spotyka starego dziadka, który wychwytuje u niej strzępy niemieckiego akcentu. I robi z tego powodu aferę! Wyzywa Merette, że jej dziadkowie zabili jego dziadków, zniszczyli Norwegię podczas II Wojny Światowej. Merette skruszona ucieka, czując się niesprawiedliwe potraktowana przez staruszka. No i mija jakiś czas w fabule, kobieta wraca do miasteczka, tym razem ze swoim eksmężem Janem-Ole. Aha... podczas poprzedniej jej wizyty w miasteczku był jeszcze motyw z pastorem, wypytywała się go o tajemnicze zabójstwa, w domyśle związane z Akselem, czyli jej pacjentem z socjopatycznymi zaburzeniami. I teraz wracamy do jej powrotu do miasteczka... ponownie spotyka pastora, który na sygnał "koguta policyjnego" Jana-Ole wybiega i wyznaje wszystko, co ma na sumieniu. A ma wiele! Po prostu wsypał się, a nie chodziło o jego grzechy! I teraz lecimy do sedna... i znowu pojawia się ten dziadek i zaczyna wyzywać Merette i Jana-Ole od szwabów itd. I wtedy do akcji wkracza Jan-Ole, który stanowczo usadawia dziadka, tym że jakie on ma w ogóle prawo oceniać go moralnie, skoro przez lata wiedział i nie reagował na "grzechy" pastora i pozwalał krzywdzić przez niego dzieci. No i skruszony staruszek ucieka do domu. W tym motywie kompletnie oderwanym od fabuły (zarówno motyw dziadka jak i motyw pastora, a przypuszczam, że motyw pastora został specjalnie zbudowany, aby współgrał z motywem dziadka) wyczuwalna jest gorycz, złość, poczucie niesprawiedliwości obarczaniem winą wszystkich Niemców za II Wojnę Światową u autorów Siostrzyczki (...).   

Czytadło, najkrócej mówiąc. Książka, która nic nie zmieni, nie zapamięta się jej na dłużej. Dobra na tu i teraz, żeby zabić nudę. Żeby cokolwiek poczytać! Nie polecam, nie odradzam! Tragedii nie było!                                                
    





Tytuł oryginalny: Schwesterlein muss  sterben 
Autor: Freda Wolff 
Gatunek: dreszczowiec, thriller 
Oprawa: miękka 
Liczba stron: 352 
ISBN: 9788380313767 
Data wydania: 11 stycznia 2017 

 format opinii #11 
(grafika postu: © by bywalec życia)

CZY "SIOSTRZYCZKA MUSI UMRZEĆ"? format opinii #11 CZY "SIOSTRZYCZKA MUSI UMRZEĆ"? format opinii #11 Reviewed by Marek Bartłomiej Cabak on marca 26, 2019 Rating: 5
Obsługiwane przez usługę Blogger.