25 FAKTÓW NA 25 URODZINY! format autorski #5


Mam ćwierć wieku. Stało się! Kiedy, jak, gdzie?! Nie wiem... ale cóż mi zostało w tym starczym wieku, jak nie zaprosić Was na specjalny post urodzinowy - "25 faktów na 25 urodziny".  


Mam ćwierć wieku. Stało się! Kiedy, jak, gdzie?! Nie wiem... ale cóż mi zostało w tym starczym wieku, jak nie zaprosić Was na specjaln...

TOP 10 NARNIJSKICH CIEKAWOSTEK! (ROK Z NARNIĄ - IX/XII) format publicystyczny #12




Narnia jest pięknym i rozbudowanym światem, który wciąż zaskakuje... mimo upływu lat i jakby się wydawało przeanalizowania tej historii na wszystkie możliwe strony. Każdy znajduje tutaj coś dla siebie, i to zawsze coś unikatowego. 

Narnia jest pięknym i rozbudowanym światem, który wciąż zaskakuje... mimo upływu lat i jakby się wydawało przeanalizowania tej histori...

SZALEŃSTWO W KSIĘGARNI. konkurs #2


Zapraszam do wzięcia udziału w urodzinowym konkursie. No i co... życzę wygranej, a przy okazji dobrej zabawy.  


Zapraszam do wzięcia udziału w urodzinowym konkursie. No i co... życzę wygranej, a przy okazji dobrej zabawy.  

POST URODZINOWY. TAK BYŁO! TAK JEST! TAK BĘDZIE! format autorski #4


To już rok! Rok Bywalca! Nie wierzę... Niech ten czas przestanie ZAPIERDZIELAĆ JAK MAŁY SAMOCHODZIK, proszę. Coś mi się jednak wydaję, że moje prośby na nic... nie mamy wszak pilota czasu, szkoda. Ale za to możemy bezkarnie spojrzeć wstecz i przyglądnąć się wzlotom i upadkom na Bywalcu, aby dzięki temu ruszyć mocno do przodu.    

To już rok! Rok Bywalca! Nie wierzę... Niech ten czas przestanie ZAPIERDZIELAĆ JAK MAŁY SAMOCHODZIK, proszę. Coś mi się jednak wydaję, ż...

HIPOKRYZJA, OBŁUDA, CYNIZM 2. format publicystyczny #11




TEKST MA CHARAKTER PRZEŚMIEWCZY ORAZ IRONICZNY. TO SATYRA! NIE BIERZ WSZYSTKIEGO NA POWAŻNIE!

TEKST MA CHARAKTER PRZEŚMIEWCZY ORAZ IRONICZNY. TO SATYRA! NIE BIERZ WSZYSTKIEGO NA POWAŻNIE!

HIPOKRYZJA, OBŁUDA, CYNIZM. format publicystyczny #10



TEKST MA CHARAKTER PRZEŚMIEWCZY ORAZ IRONICZNY. TO SATYRA! WEŹ TO POD UWAGĘ, ZANIM PRZECZYTASZ!




TEKST MA CHARAKTER PRZEŚMIEWCZY ORAZ IRONICZNY. TO SATYRA! WEŹ TO POD UWAGĘ, ZANIM PRZECZYTASZ!

OPOWIEŚCI Z NARNII: SREBRNE KRZESŁO! (ROK Z NARNIĄ - V/XII) format opinii #12



Eustachy Klarencjusz Scrubb, kuzyn rodzeństwa Pevensie, otrzymuje - od samego Aslana - misję powrotu do Narnii. Towarzyszyć będzie mu Julia Pole, koleżanka z Eksperymentalnej Szkoły. Razem wyruszą w podróż, której celem stanie się uratowanie Riliana, syna Kaspiana X.     



C. S. Lewis, właściwie Clive Staples Lewis (1898-1963), brytyjski pisarz, filolog oraz wykładowca uniwersytecki. Jego ojciec Albert był prawnikiem, a matka Florence córką anglikańskiego pastora. Podczas I Wojny Światowej wstąpił do armii. Wraz z końcem wojny, podjął studia na Uniwersytecie w Oxfordzie. Swój powrót do wiary chrześcijańskiej, co ma ogromny wpływ na jego twórczość, zawdzięcza rozmowom z J. R. R. Tolkienem oraz Hugo Dysonem (w ramach spotkań społeczności literackiej, pod nazwą Inklingowie), a także literaturze George'a MacDonalda. Swoją przemianę opisuje w autobiografii "Zaskoczony radością". W 1951 r. ukazuje się pierwszy tom "Opowieści z Narnii" zatytułowany "Lew, czarownica i stara szafa", który to przyniósł mu ponadczasową sławę. * 

Jeśli czytamy "Opowieści z Narnii" w kolejności tzw. klasycznej - zauważymy, że jest to pierwszy tom, który nie opowiada już w żadnym stopniu historii rodzeństwa Pevensie. Clive Staples Lewis już w poprzedniej części: "Podróży Wędrowca do Świtu" włożył wysiłek, aby nas do tego przyzwyczaić. Nie ma jednak sensu podnosić głosów oburzenia, które często można przeczytać w recenzji tego tomu, ponieważ "Opowieści z Narnii" mają opowiadać właśnie o Narnii i niekoniecznie zawsze z tym samym zestawem bohaterów. Niemniej jednak pozostaje lekki niedosyt - bo jak C. S. Lewis lubi odwoływać się do swoich poprzednich książek i ich bohaterów - tak w "Srebrnym Krześle" nie znajdziemy takich easter eggów. Na szczęście w kolejnych tomach będzie sentymentalniej.     

Eustachy oraz Julia uczęszczają do koedukacyjnego gimnazjum, nazywanego przez narratora "Szkołą Eksperymentalną'. Lewis na kartach powieści nie szczędzi gorzkich słów w tym temacie. Gimnazjum koedukacyjne uważa za coś dziwnego, nienaturalnego i w gruncie rzeczy złego i niemającego szans na sprawdzenie się. No cóż, z perspektywy lat widzimy jak bardzo Lewis się pomylił. Jak się wszystko pozmieniało! Dzisiaj, wręcz szkoły niekoedukacyjne są ewenementem i mogą budzić zdziwienie. Autor na każdym kroku wbija szpilę takiemu modelowi nauczania, a w finale historii wysyła dyrektorkę tej szkoły do parlamentu, jako symbol największej zniewagi. Przynajmniej, postrzeganie parlamentarzystów przez obywateli nie uległo zmianie. I to na przestrzeni tylu lat i niezależnie od kraju. Nie sądzę, żebym za dzieciaka zwrócił na to uwagę.

Ten tom swoją konstrukcją fabularną przypomina mi tom pierwszy (według kolejności klasycznej). W "Lwie, czarownicy i starej szafie" rodzeństwo Pevensie uciekało z naszego świat do Narnii przed II Wojną Światową. W "Srebrnym Krześle" Eustachy i Julia uciekają z naszego świata do Narnii przed szkolnymi chuliganami, bo jak nas informuje narrator - winna temu jest "Szkoła Eksperymentalna", ale to już wiemy. 

Julia Pole i Eustachy Scrubb są głównymi bohaterami tej historii. To na ich barkach spoczywa odszukanie księcia Riliana, syna Kaspiana X. Tak, to ten sam Kaspian, co z tomu drugiego i trzeciego. Tylko, że trochę starszy. No dobra, sporo starszy! Bo jak wiemy, w Narnii czas płynie inaczej. Tak więc, staruszek Kaspian powoli zbliża się ku tamtemu światowi, a jego jedyny potomek dawno temu zaginął. Aslan przekazuje Julii Pole wskazówki, dzięki którym odnajdą królewicza Riliana. Po naradzie ze sowami (na "Sowim Sądzie") wyruszają w podróż ku Północy Narnii, ale nie sami. Pomagać im będzie osobliwy błotowij - Błotosmętek. 

Jak sądzicie, podołają w misji? C. S. Lewis trzyma czytelnika w napięciu aż do samego końca! I mimo lekko nużącego początku, zabawa i dreszcz niepewności gwarantowane!

W "Srebrnym Krześle" najbardziej spodobały mi się dwie postacie, a jednocześnie ta sama dwójka bohaterów najmocniej działała mi na nerwy. Mowa o wspominanym już Błotosmętku oraz Pani w Zielonej Szacie. Błotosmętek (jak sama nazwa wskazuje) należy do wiecznych pesymistów, czarnowidzów i zrzęd. Powiem tak, Smerf Maruda u widzów wzbudza ogrom sympatii, ale na dłuższą metę byłby trudny do życia. I podobne odczucia miałem, co do Błotosmętka. Zwłaszcza, że słuchałem audiobooka. I skądinąd genialny Jerzy Zelnik, tak dobrze odwzorował tą postać, że gdy miała monolog, chciało się autentycznie wyłączyć nagranie. Błotosmętek absolutnie przekraczał jakiekolwiek przyjęte normy zrzędliwości. Natomiast, Pani w Zielonej Szacie była odpowiednikiem Białej Czarownicy z pierwszego tomu "Opowieści z Narnii". Ta zielona, tamta biała! Te analogie między tymi dwoma tomami są bardzo wyraźne. Kolejny dystyngowany czarny charakter, który nie brudzi zbrodnią własnych rąk. Jej pomysł na wysłanie Eustachego i Julii na przenocowanie do Łagodnych Olbrzymów był w czystej postaci perfidny. Perfidny, bo Łagodne Olbrzymy spożywali ludzi, ale ogólnie były fajne z nich istoty, powiedzmy...         

Tom czwarty "Opowieści z Narnii" - "Srebrne Krzesło" był pełen przygód, emocji i dobrego humoru. C. S. Lewis utrzymał wysoki poziom, do którego przyzwyczaił czytelnika. Polecam przeczytać, bo zwykle przygodę z Narnią kończymy na tomie drugim: "Księciu Kaspianie" i tym samym rezygnujemy ze zgłębiania tego pięknego świata.                           





Post powstał w ramach cyklu "Rok z Narnią"! (V/XII)





Tytuł oryginalny: The Silver Chair 
Autor: C. S. Lewis 
Gatunek: literatura dla dzieci,  fantasy, literatura przygodowa 
Wydawnictwo: Media Rodzina 
Data premiery: Wielka Brytania,1953 r. 




 format opinii #12 
* Opracowane na podstawie:
https://pl.wikipedia.org/wiki/C.S._Lewis
https://zyciorysy.info/c-s-lewis/
https://mediarodzina.pl/autorzy/258/Clive-Staples-Lewis
(grafika postu z pixabay)


Eustachy Klarencjusz Scrubb, kuzyn rodzeństwa Pevensie, otrzymuje - od samego Aslana - misję powrotu do Narnii. Towarzysz...

JO SE WYCHODZĘ NA POLE! format publicystyczny #9


Jo se wychodzę na pole, a Ty? Jestem se z Małopolski i se mogę. Powiem se więcej, zjem se ino borówkę i nagotuje za wcasu grysiku na obiod, aby MÓC ZAPROSIĆ CIĘ NA NAJNOWSZY POST O REGIONALIZMACH! GOTOWY?


Urodziłem się w Nowym Sączu, mój dziadek ze strony mamy był rodowitym Sądeczaninem, podobnie jak dziadkowie ze strony taty. Tylko moja babcia ze strony mamy pochodziła spoza Sącza, dokładnie z Dobrociesza - i tak Wam to nic nie powie, więc dodam - wsi z okolic Krakowa. W Nowym Sączu mieszkałem przez 18 lat, czyli od moich urodzin do momentu wyjazdu na studia. Miałem kawał czasu na przesiąknięcie tamtejszymi (bo już nie mieszkam w Sączu ho ho i ile!) regionalizmami. I tak też się stało!

Po przyjeździe do Szczecina, za każdym razem jak używałem "wychodzić na pole", spotykał mnie ostracyzm. Znajomi rozdziawiali buzię ze zdziwienia, kręcili głową i czuli się w obowiązku, aby jak najprędzej wyprowadzić mnie z błędu. NIE NA POLE, A NA DWÓR! Oczywiście wiedziałem, że takiej formy używa cała Polska, z wyjątkiem mojej Małopolski (i chyba jeszcze Podkarpacia). Niemniej jednak ani myślałem, żeby wychodzić na dwór! Buńczucznie postanowiłem sobie, że już zawsze będę wychodził na pole! W końcu, jak ktoś mieszka na dworze - naturalnym jest, że wychodzi na pole. I analogicznie odwrotnie. Tym argumentem zwykle kończyłem dyskusję nad wyższością "mojego pola". 1:0, dla mnie.
I naprawdę słowo "pole" ma dużo znaczeń, ale niektórym kojarzy się wyłącznie z polem uprawnym. Przecież mamy pole golfowe, pole jako miejsce do wypełniania w formularzu, pole jako dziedzina do działania, pole w matematyce itd. Eno, pole to nie tylko przestrzeń do sadzenia zimnioków i buroków...  


  
Szczecinian drażniło również moje "ino", używane zamiast "tylko". A także wersja rozbudowana ino, czyli "ino-ino" znaczące tyle, co "niewiele". Na tej podstawie przypisywano mi góralskie pochodzenie, co nie miało żadnego związku z prawdą. Podobnie jak Górale odcinają się od Lachów Sądeckich, tak i odwrotnie. Górale zamieszkują Nowy Targ i Zakopane, a nie Sądecczyznę. Ja nie mam nic wspólnego z oscypkami! A kiś ta pieron! Fakt faktem, "ino" już nie używam. No może w domu rodzinnym, w którym dzień bez "ino", dniem straconym!    

A co w Soncu można zjeść, czego gdzie indziej nie można? Oczywiście, że Sądeckie Obwarzanki. No bo w Krakowie... zjesz se co najwyżej Krakowskie Obwarzanki. Tak czy inaczej, obwarzankami stoi Małopolska i to już od ponad 600 lat. Mogą być z makiem, sezamem, solą albo serem. Na ogół sprzedawane przez miłą staruszkę z wózkiem. Z wózkiem na obwarzanki, rzecz jasna.

Racuchy są kolejnym popisowym daniem z Małopolski, czyli placki z jabłkiem, pieczone na patelni. Racuchy nigdy nie podbiły mojego serca. Może dlatego, że tak często babcia podawała je na obiad. A weźże z nimi! Co  innego już pierogi z borówkami. Pamiętam, jak z mamą chodziliśmy do lasu, aby nazbierać borówek na pierogi. Zwykle kończyliśmy z wynikiem pół słoika w pół dnia. Tak całkiem słabo... zwłaszcza, że na Sądeckim Rynku słoik borówek można było kupić za jedyne 10 złotych. Słowo zamienne do słowa "borówka", czyli słowo "jagoda" brzmi dla mnie obco i dziwnie. I do końca nie wiem, o co chodzi? I bardziej jagody utożsamiam z jeżynami, czyli ogólnie rzecz mówiąc,  ze wszystkimi owocami lasu. Dla mnie borówka i jagoda absolutnie nie są  swoimi synonimami. I jak słyszę "jagoda", automatycznie przypominają mi się "Gumisie" i ich sok z "gumijagód".

Za dziecka bardzo często słyszałem o "Kobierzynie". Babcia mówiła, że znowu kogoś wywieźli do Kobierzyna. Albo dawała przestrogi: "Nie pojocuj, bo wywiozą Cię do Kobierzyna". I w kilkuletnim, a potem w kilkunastoletnim chłopaku wytworzyło się przekonanie, że Kobierzyn to pełnoprawny synonim psychiatryka. Tak jak używamy zamiennie słów: penthouse, rezydencja, willa, apartament, tak ja mówiłem losowo: psychiatryk, dom wariatów, Kobierzyn, wariatkowo. W Soncu każdy mnie rozumiał i nie było z tym najmniejszego problemu. Ale już w Szczecinie na Kobierzynie się nie znali i często w myślach miałem: "Co za głąby!". A Kobierzyn to nazwa osiedla w Krakowie, na terenie którego znajdował się szpital psychiatryczny (podobnie jak Tworki w Warszawie).

W Małopolsce, Święty Mikołaj przychodzi zawsze raz do roku, 6 grudnia. A w wigilię Świąt Bożego Narodzenia mamy Gwiazdkę. I dużym szokiem dla mnie było, że gdzie indziej Święty Mikołaj fatyguje się aż dwa razy w roku. I jeśli zostajemy w świątecznym temacie, co wieszacie na choinkę (drzewko)? Bombki czy bańki? No bo my... bańki. Tak na przekór reszcie kraju, pod wiater. Koniec końców, wychodzi na to samo. Bo od głowy rodziny (przeważnie jeszcze przed świętami) usłyszymy: "święta, święta i po świętach".

W odległej epoce, w której połączenia telefoniczne kosztowały majątek i każdy oszczędzał jak mógł, wysyłało się cynki. Eno, zadzwoń do mnie. Bo mi szkoda piniędzy na rozmowę z Tobą. Tak to działo się w Małopolsce, bo Warszawiacy puszczali już sygnał.

Niektóre nasze (małopolskie) regionalizmy zaś poszły w świat. Jestem ciekawy, czy kojarzysz, co oznaczają te słowa: łepetyna, badziewie, kaj, kolaska, ślałf, pieronem, łostrewka, cyganić,gumjoki?    

Nie mówię gwarą, bo nie wychowałem się w rodzinie, w której mówiono gwarą. Aczkolwiek, znam tych kilka regionalizmów (ino garstkę), z których jestem naprawdę dumny. Jestem skądś! I czuję się z tym super! Nie wstydźmy się (my, z Małopolski), że wychodzimy na pole w mjosto! I Wy (z innych części Polski), że wiszczycie zamiast piszczycie. Regionalizmy są w dechę!                            

  format publicystyczny #9 

(grafika © by bywalec życia)

Jo se wychodzę na pole, a Ty? Jestem se z Małopolski i se mogę. Powiem se więcej, zjem se ino borówkę i nagotuje za wcasu ...

TOP 10 IDIOTYZMÓW POLSKIEJ SZKOŁY! format publicystyczny #8




Strajk nauczycieli zakończył się wielką klapą. Jednocześnie, rozpoczęła się wielka debata o polskiej edukacji. To całkiem dobry moment, aby do sprawy dołożyć swoje trzy, a jakże(!) jątrzące grosze. Będzie ostro! Polecą pióra! Będziemy wyciskać sok z buraka w nadziei, że poprzemienia się w deklach! Komu? Czytajcie do końca!     




Strajk nauczycieli zakończył się wielką klapą. Jednocześnie, rozpoczęła się wielka debata o polskiej edukacji. To całkiem dobr...

W JAKIEJ KOLEJNOŚCI CZYTAĆ "OPOWIEŚCI Z NARNII"? (ROK Z NARNIĄ - IV/XII) format publicystyczny #7



Czy wiedziałeś, że „Opowieści z Narnii” można czytać na kilka sposobów? Jeśli nie, to już wiesz! Dzieło C. S. Lewisa składa się aż z 7 tomów. I wcale nie powiedziane, że musisz rozpoczynać historię z Piotrem, Zuzanną, Edmundem i Łucją. Możesz najpierw wyruszyć w przygodę z Siostrzeńcem Czarodzieja - Digorym i jego przyjaciółką Polą, aby zobaczyć jak "Narnia" powstawała.  


Czy wiedziałeś, że „Opowieści z Narnii” można czytać na kilka sposobów? Jeśli nie, to już wiesz! Dzieło C. S. Lewisa składa się ...

CZY "SIOSTRZYCZKA MUSI UMRZEĆ"? format opinii #11



Merette Schulmann jest wziętym psychologiem, matką dorosłej córki – Julii, a także eks-żoną byłego gliniarza Jana-Ole. Merette ceni swoje dotychczasowe życie i napawa się spokojem, nie przeczuwając, że los lubi być złośliwy i potrafi burzyć harmonię. Przykład? Proszę! Zsyła na jej drogę socjopatycznego młodzieńca, który powierza jej tajemnicę swoich morderstw. Tych dokonanych i tych planowanych… na jej najbliższych!     


Merette Schulmann jest wziętym psychologiem, matką dorosłej córki – Julii, a także eks-żoną byłego gliniarza Jana-Ole. Merette c...

KSIĄŻKOWY TAG NA BYWALCU. POZNAJ MNIE LEPIEJ! format autorski #3



Na Czytoholiku znalazłem bardzo ciekawy Tag, na który i ja postanowiłem odpowiedzieć. Tak więc, macie doskonałą okazję, aby mnie lepiej poznać.   

   

1.Możesz zabrać na bezludną wyspę tylko jedną książkę – jaka byłaby to lektura?
Przewidywalnie, zabrałbym ze sobą Biblię. Jest wystarczająco obszerna, różnorodna i jakby nie było przetrwała z nami kawał czasu. W dodatku, nigdy w całości jej nie przeczytałem, a nieraz próbowałem tego dokonać. Myślę, że byłby to dobry wybór.  

2.Jaki jest Twój ulubiony gatunek literacki?
Kiedyś powiedziałbym, że bezapelacyjnie fantastyka, na której wyrosłem. Dziś... już nie!
Gatunek nie ma znaczenia, moim zdaniem. Zwłaszcza, że coraz więcej książek jest wielogatunkowych.    

3. Które wydawnictwo cenisz sobie najbardziej?
Nie mam takiego wydawnictwa. Aczkolwiek bardzo lubię wydawnictwo Jaguar, ale to i tak nie ma żadnego znaczenia przy zakupie książek.     

4. Czy masz Autorytet czytelniczy, czyli taką osobę, z której opinią na temat książek bardzo się liczysz?
Nie mam takiej osoby i też nie mam wokół siebie osób, które by dużo czytały.    

5. Czy masz swoją ulubioną zakładkę do książek, czy za każdym razem korzystasz z innej?
Nie korzystam z zakładek książkowych, a jedyne jakie posiadam, to zakładki reklamowe, którymi hojnie obdarowuje każda z księgarń internetowych.
Zwykle zapamiętuję, gdzie skończyłem czytać, co raczej następuje wraz z końcem rozdziału albo z końcem części. I z tego powodu nienawidzę książek niepodzielonych na rozdziały, części, cokolwiek… bo jestem zmuszony do kodowania w głowie numerów stron. A zwykle lubię czytać więcej niż jedną książkę na raz, więc czasem nie pamiętam, gdzie skończyłem.  
   
6. Co Cię skłoniło do założenia bloga i czy były chwile, że chciałeś rzucić blogowanie?
Zawsze chciałem mieć miejsce do wyrażania swoich opinii, a przez to może i po prostu siebie. Moje 10 wcześniejszych blogów (na przestrzeni kilkunastu lat) zwykle kończyły się na nieogarnięciu bloggera, czy wcześniej blogspota(?).
Na nieogarnięciu w stopniu, z jakiego byłbym zadowolony. Na dziś, wszystkie funkcje bloggera mam opanowane, a mimo to wiele rzeczy nie jestem w stanie zrobić (nie znając się na kodzie html), aby efekt wizualny nie był kaszaną… ażeby blog wyglądał po prostu dobrze. A dusza perfekcjonisty, która włącza się u mnie od czasu do czasu, każe ciągle coś udoskonalać – nie wiedząc, że moje umiejętności graficzne już dawno się wyczerpały. Duszo, daj żyć!
Z moim słomianym zapałem, cudem jest, że ten blog w ogóle istnieje. Cieszy mnie on, dlatego nie myślałem o zaprzestaniu publikowania. Nie narzucam sobie niczego, daję sobie luz.                   

7. Jaka jest Twoja ulubiona książka z okresu dzieciństwa i co o niej sądzisz dzisiaj, już, jako osoba dorosła?
„Mały Książę”, niestety.
A niestety, bo nabrałem się na wyjątkowość tej książki. 
A „Mały Książę” to jeden wielki „coelizm” dla ubogich.
Pamiętam, jak polonistka w gimnazjum, zachwycała się nad mądrościami Małego Księcia. Jak roztrząsaliśmy planetę pijaka, który pije, żeby zapomnieć, że pije! Naprawdę? Jakbym był Małym Księciem, to bym powiedział temu pijakowi: „weź przestań pierdzielić głupoty i weź się w końcu za swoje życie!”.
Dałem złapać się na niesamodzielnym myśleniu… i potem poszedłem w świat z mądrościami Małego Księcia. Ot, czego uczy szkoła.       

8. Gdzie kupujesz książki?
Staram się nie kupować w Empiku. Yhmmmmm… staram się nie przepłacać w Empiku. Różnie to wychodzi.
Często zamawiam w księgarniach internetowych. Nie mam jakieś jednej ulubionej. Po prostu kupuję tam, gdzie jest całościowo (książka, przesyłka itp.) najtaniej.
Ostatnio, polubiłem Bonito. Książki odbieram u nich w punkcie, do którego mam 10 minut tramwajem.
Jeszcze nigdy nie zawiodłem się, robiąc zakupy w jakiejkolwiek księgarni internetowej, więc jest to spoko opcja.    

9. Ile książek sprawiło, że się w czasie ich czytania popłakałeś?
Niestety, nie było takiej książki. Jeśli taką przeczytam, pewnie będzie to wyjątkowa i niezapomniana dla mnie opowieść. 

10. Jaka jest najbardziej oczekiwana przez Ciebie książka z tych, które mają się ukazać w najbliższej przyszłości?
Na ten moment nie mam takiej książki.
Myślę, że wynika to z:
- unikania czytania serii,
- raczej nie interesowania się nowościami wydawniczymi,
- brakiem ulubionych autorów.
Ok, moje odpowiedzi może nie wnoszą wiele treści… ale z drugiej strony, bezsensu byłoby, jakbym wymyślał coś na siłę.

 format publicystyczny #7 
(grafika postu: pixabay)

Na  Czytoholiku  znalazłem bardzo ciekawy Tag, na który i ja postanowiłem odpowiedzieć. Tak więc, macie doskonałą okazję, aby...

ROK PO PREMIERZE CZARODZIEJÓW! PODSUMOWANIE! format autorski #2




Hej! Siema!

Kawał czasu się nie widzieliśmy! No bo wiesz, miałem dużo spraw na głowie i ciągle na wszystko nie starczało mi czasu, a niekiedy nawet i chęci. Też to znasz?   

O mój Boże, to już rok! Rok, jak premierę mieli "Czarodzieje Hateway"! To świetny czas na podsumowanie, wyciągnięcie wniosków i mocne ruszenie do przodu! To także rewelacyjna okazja na podziękowania, bo jest za co i są osoby, którym jestem to winien!  

Pytałeś, jak to jest wydać własną książkę? To rewelacyjne uczucie, pełne podekscytowania i dumy. Radości, a nawet euforii! Głupiego zacieszania się i wielogodzinnych rozmyśleń. Rozmarzania się i bujania w obłokach! A to zaledwie słodki smak tego przedsięwzięcia...  

Bo bywało również kwaśno, no i często gorzko. Zdecydowanie za często gorzko... ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana! Nieprawdaż?

Zacznijmy jednak od początku. Od napisania pierwszego słowa (2014 r.) do ukazania się czarodziei (2018 r.) upłynęła masa czasu. Bo to nieprawda, jak niektórym się wydaje, że rachu-ciachu i czekamy na honorarium. Podział był uczciwy (pół na pół), dwa lata zajęło mi napisanie książki, a dwa lata jej wydanie. Zapytasz, co było trudniejsze? Ja odpowiem Ci, nic nie było łatwe!  

"Czarodzieje Hateway", jakby nie było, są dla mnie bardzo ważną i osobistą książką, zresztą jak przystało na debiut. Bo w pierwszej kolejności zawsze czerpiemy z własnych doświadczeń, a także przeżyć i jest to zupełnie naturalne. Pewnie myślisz, że to nonsensowne wystawianie się na ostrzał!  Zgoda! Ale inaczej się nie da! Szczerość emocji i prawdziwość opisywanych uczuć są podstawą i unikalną wartością, na której dopiero można budować całą historię. Ja tak właśnie wyobrażam  sobie pisanie książek... naiwne? No może?!

Impulsem do stworzenia historii "Czarodziei Hateway" były trzy wydarzenia z mojego życia. Pierwsze, śmierć dziadka (2010 r.). Drugie, śmierć babci (2012 r.). Trzecie, sytuacja lat 2010-2013. O sytuacji lat 2010-2013 (mówiąc na razie enigmatycznie) napiszę na Bywalcu, obiecuję. Post powinien ukazać się jeszcze przed wakacjami, w ramach formatu tematów poważnych. Wiem, że jestem to winien wielu ludziom. Bo skoro powiedziałem A... nie mogę się już wycofać. Ale daj mi jeszcze trochę czasu, proszę. 

Nocami w domu, dniami w Książnicy Pomorskiej... tak właśnie powstawała ta historia. Dawała mi mnóstwo frajdy, zajmowało mnie totalnie. Z drugiej strony, nieraz męczyła i dostarczało niepoliczalnych wątpliwości. Nie tworzyłem jej z poczucia komfortu, wręcz przeciwnie.

Książka z początku nosiła tytuł "Klepisko nadziei". Bo przede wszystkim o nadziei pisałem. I z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że zmiana tego tytułu okazała się największym błędem, czego efektem było zaprojektowanie takiej, a nie innej okładki itd. Niemniej jednak rysunek jest bardzo ładny, mi szczególnie podoba się grafika "Mostu Porzuconych Żyć". A Ty, jak uważasz?



Zanim jednak książka pojawiła się w sprzedaży musiała przejść redakcję merytoryczną, redakcję autorską, redakcję językową, korektę pierwszą, korektę drugą, korektę trzecią, ostatnie czytanie, skład i jeszcze jedno "ostatnie czytanie", co działo się na przestrzeni dwóch lat. Jak widzisz, nieprawdą jest, że praca została odwalona po łebkach. Jestem z tego dumny, ponieważ w książce nie ma literówek, błędów językowych, błędów logicznych i innych niedociągnięć. Oczywiście, można mieć zarzuty, że  np. styl kiepski, fabuła absurdalna, bohaterowie nijacy... ale nie można powiedzieć, że tekst powieści nie był szlifowany. Może więcej nie dało się zrobić?  Może należało poświecić kolejny rok na pracę nad tekstem. Po raz setny przebudowywać jedną scenę? Ale czas, w którym należało skończyć poprawki, musiał w końcu nadejść.  


Jestem ogromnie wdzięczny mojemu wydawcy (Wydawnictwu Wieża Czarnoksiężnika), że tak ciężko, razem ze mną, pracował nad powieścią. Że wysłuchiwał moich pomysłów, że w miarę możliwości je realizował, że wykazywał się dużą cierpliwością względem mnie, co wcale do najłatwiejszych rzeczy nie należało.

Były chwile kryzysu, kiedy po raz któryś otrzymywałem tekst do poprawek. Kiedy to od dwudziestego czytania... mało, co nie porzygałem się. Niemal znałem słowo po słowie na pamięć,  choć muszę przyznać, że historia "Krainy Zagubionych Strapień" i mnie wielokrotnie przerastała (dzięki Bogu miałem notatki - kto był kim ogólnie i kto był kim na danym etapie w drodze do objęcia władzy nad KZS !!!).  

W końcu po ciężkiej pracy nadszedł moment premiery "Czarodziei Hateway" (28 lutego 2018 r.). Ku mojej uciesze pojawiło się wiele pozytywnych recenzji, budujących i podnoszących na duchu opinii.  





Jednak i ten medal (jak każdy inny, zresztą) miał dwie strony. Krytyka jest czymś nieuniknionym. Mam dwie opinie, które szczególnie mi się spodobały. 




Podejście do krytyki z humorem i z uśmiechem jest w cenie (i też nie ma co udawać, że krytyka w większości przypadkach nie jest od czapy). Jednak nie będę oszukiwał, że czasem... tak zwyczajnie po ludzku było mi przykro. Bo jak słyszałem/czytałem, że "Czarodzieje Hateway" to najgorsza książka roku, totalne dno, nieporozumienie wydawnicze, gniot dekady, "ok, debil to napisał, ale jaki debil musiał to dopiero wydać?" itd., było mi smutno i chyba każdemu byłoby smutno. To podcina skrzydła. Odechciewa się wtedy wszystkiego! Nie chce się dalej pisać, bo po co? Zastanawia się nad każdym słowem, bo może faktycznie tak jest!  Nie pamięta się iluś pozytywnych recenzji, tak jakby nie miały one żadnego znaczenia. Jest to kolejny cień wydania książki, na który nie da się przygotować. Po prostu trzeba się na niego uodpornić!

I wtedy nadchodzi moment, w którym otrzymałem list od czytelniczki… 



Chwalę się tym listem na prawo i lewo! Cała krytyka odchodzi dla mnie w zapomnienie!  I wiem, że było warto! Wtedy, kiedy nie spałem, a pisałem. Wtedy, kiedy nie oglądałem Netflixa, a poprawiałem po raz setny jeden i ten sam fragment, tylko po to, aby w końcu go usunąć.  

Czasem miałem wrażenie, mówiąc znajomym o własnej książce, jakbym wymordował im pół rodziny. Albo co najmniej jakbym z honorarium autorskiego kupił sobie willę z basenem, wyspę na Bahamach oraz trzy jachty i do tego jakbym dostał statuetkę Nike. A ja tylko odważyłem się zapracować na swoje marzenie. Bo książki nie pisze się w jedno popołudnie, między obiadem a kolacją. Zawiodłem się na wielu ludziach, których uważałem za mi bliskich. I odwrotnie, wielu pozytywnie mnie zaskoczyło! Doskonale zdaje sobie sprawę, że na gówno (przepraszam za wyrażenie) komuś mój "autograf", ale to jest mega miłe, jak ktoś mnie o niego poprosił, chyba że jak ostatni idiota wypisałem dedykację, myląc czyjeś imię (a tak niestety zrobiłem!).

Moja przyjaciółka po piórze, chociaż poznaliśmy się w mniej epickich okolicznościach, napisała mi 74 genialne uwagi/pytania do książki. To musisz zobaczyć, choć dość gęsto mi się obrywa! I wydaję mi się, że całkiem słusznie! Wybacz jej tylko (sporadycznie!) wulgarny język, w końcu to była korespondencja prywatna, którą Ci udostępniłem! No oczywiście, że za jej zgodą!              



To by było na tyle! Odpisz, co myślisz! Koniecznie! Do zobaczenia,
Marek

 format autorski #2 
(grafika postu, screenshoty © by bywalec życia, grafika z książką pochodzi od czytelniczki)

Hej! Siema! Kawał czasu się nie widzieliśmy! No bo wiesz, miałem dużo spraw na głowie i ciągle na wszystko nie starczało m...

PSYCHOLOGICZNY LUTY - "CZASAMI KŁAMIĘ". format opinii #8



       Amber Reynolds, po wypadku samochodowym, zapada w śpiączkę. I choć nie może poruszyć się ani cokolwiek powiedzieć, jest świadoma tego, co dzieje się naokoło niej. 

        Amber Reynolds, po wypadku samochodowym, zapada w śpiączkę. I choć nie może poruszyć się ani cokolwiek powiedzieć, jest ś...

TOP 10 SERIALI, KTÓRYM JESTEM NA NIE! format publicystyczny #6





Nie rzucajcie kamieniami, proszę. Bo to nieprawda, że tak (o ile w ogóle?! ) pokonaliśmy dinozaury! I choć w moim niesławnym „Top 10 seriali, którym jestem na nie!” znajdziecie swoje ulubione i w ogóle ukochane produkcje, to właśnie o to w tym wszystkim chodzi! Gdyby te seriale nie były tak dobre i się tak nie podobały, pewnie by się tutaj nie znalazły. Prawdą jest, że ile głów - tyle opinii na dany temat... No więc, zaczynamy od miejsca 10, pogrążając się coraz bardziej! 

Nie rzucajcie kamieniami, proszę. Bo to nieprawda, że tak (o ile w ogóle?! ) pokonaliśmy dinozaury! I choć w moim niesławny...

OPOWIEŚCI Z NARNII: LEW, CZAROWNICA I STARA SZAFA! (ROK Z NARNIĄ - I/XII) format opinii #7



Całkiem prawdopodobne, że nie ma takiej osoby, która nie kojarzyłaby "Opowieści z Narnii" ( jeśli jednak jest inaczej - daj znać). Narnią jesteśmy przesiąknięci, bo jak mawiał sam autor (parafrazując) - historia dla dzieci, która podoba się tylko im, nie jest dobrą historią. Do Narnii miło powraca się w każdym wieku. A zatem autorowi udało się stworzyć ponadczasową opowieść. Dzisiaj bierzemy na tapet pierwszy tom "Opowieści z Narnii" - "Lwa, czarownicę i starą szafę". Niemniej jednak przygoda raptem się zaczyna, a przystanek końcowy zaplanowałem dopiero na grudzień 2019 r. Tu jest mapa - zapoznaj się z pełnym rozkładem! No to jedziemy!    

Całkiem prawdopodobne, że nie ma takiej osoby, która nie kojarzyłaby "Opowieści z Narnii" ( jeśli jednak jest inaczej - d...

KRYMINALNY STYCZEŃ - KIM JEST "A.B.C."? format opinii #6



Słynny detektyw na tropie seryjnego mordercy "A.B.C."! Kolejne morderstwa, którym nie można zapobiec. Zbrodnie, które wstrząsają Wielką Brytanią. Strach i wątpliwości, które paraliżują. Pytania bez odpowiedzi, gra na śmierć i życie!     

Słynny detektyw na tropie seryjnego mordercy "A.B.C."! Kolejne morderstwa, którym nie można zapobiec. Zbrodnie, k...

TOP 10 MĄDROŚCI CAŁKIEM MĄDRYCH! format publicystyczny #5




Przysłowia towarzyszą mi od dzieciństwa, kiedy słyszałem je od swojej babci i dziadka. Jasne, że nie wszystkie mądrości możemy zaliczyć do nazbyt mądrych, ale dzisiaj nie o nich, a o tych całkiem innych. Podróż zaczynamy od miejsca 10, stosując zasadę samego Hitchcocka.         

Przysłowia towarzyszą mi od dzieciństwa, kiedy słyszałem je od swojej babci i dziadka. Jasne, że nie wszystkie m...